Dawid Gralik – blog historyczny

9 stycznia 2018

„Korona królów”, czyli o problemach współczesnych polskich produkcji historycznych

Opublikowano: 09.01.2018, 12:43

Wraz z nowym rokiem na TVP zadebiutował nowy polski serial historyczny pt. Korona królów. Produkcja ta, nazywana telenowelą historyczną, spotkała się powszechną krytyką nie tylko ze względu na ubogą scenografię, marny scenariusz i kiepską grę aktorską, ale także za dość luźne trzymanie się faktów historycznych.

Nie dzieje się to niestety po raz pierwszy w ostatnich latach – większość polskich produkcji historycznych ostatnich lat mniej lub bardziej luźno trzymała się faktografii, w przypadku najnowszej produkcji TVP kilka bardzo kuriozalnych omówiono chociażby w artykule na blogu Sigillum Authenticum. Nie przeszkadza to szukaniu czynników pozytywnych w debiucie Koronie królów, co uczynili chociażby Panowie Marcin Sałański i Wojciech Duch upatrujący w produkcji Telewizji Polskiej katalizator dla rozwijania wiedzy Polaków o historii średniowiecza. W mojej opinii jest to zdecydowanie błędna postawa, paradoksalnie z powodu, który jest główną linią obrony obu Autorów, mianowicie sukcesu serialu. Pierwsze kilka odcinków obejrzało 3-4 mln widzów, co należy uznać za zadowalający rezultat. Pokazuje to, iż Polacy są złaknieni produkcji traktujących o polskiej historii, co nie dziwi jeśli spojrzy się na mocną promocję w ostatnich latach w przestrzeni publicznej dziejów Polski (niestety przede wszystkim XX wieku) czy sukcesy frekwencyjne kolejnych rekonstrukcji historycznych.

Oczywiście wypada się zgodzić z argumentem, iż debiut serialu spowodował wysyp różnego rodzaju publikacji, czego dowodem jest chociażby niniejszy felieton czy wspomniane wyżej dwie publikacje, ale pozostaje pytanie – do ilu widzów Korony królów dotrą artykuły dotyczące panowania Kazimierza Wielkiego, często demaskujące nieprawdziwość lub wręcz śmieszność informacji, które pojawiły się serialu? Ile czasu potrzeba, aby największe polskie portale historyczne osiągnęły 3 mln wyświetleń – liczbę odpowiadającej ilości widzów pojedynczego odcinka serialu na chwilę obecną?  Inna sprawa, że dyskusja  toczy się w gronie osób mniej lub bardziej związanych z historią. Czytając w internecie komentarze przeciętnych Kowalskich nieczęsto natrafi się na krytykę warstwy merytorycznej filmu. Moim zdaniem lekcja historii jaką udziela Polakom Korona królów nie jest warta funduszy, jakie wydano na ten serial, gdyż kreśli on wersję polskich dziejów, w której np. szeregowy strażnik na Wawelu (odgrywanym zresztą nieudolnie przez zamek w Bobolicach) jest na tyle wykształcony, że rozpoznaje pieczęć królowej Węgier, biskupi także poza mszą świętą chodzą w szatach liturgicznych, a Kazimierz domaga się nazwisk osób konspirujących przeciw niemu.

Niestety, szczególnie jeśli chodzi o seriale, polskie produkcje historyczne od lat trzymają ten sam, czyli dość niski, poziom. Dzieła tj. Belle epoque czy Czas honoru na żadnym polu nie mogą konkurować z analogicznymi produkcjami zagranicznymi pokroju Wikingów czy The Crown, które, choć też często stoją na bakier z faktografią, potrafią zainteresować szeroką publikę efektownymi scenami batalistycznymi czy interesującą fabułą. Czy oznacza to, że Polacy nie umieją zrobić dobrego serialu osadzonego w realiach historycznych? Moim zdaniem jak najbardziej potrafią. Najprostszym do naprawienia elementem, który często sam może zdecydować o sukcesie, jest kanwa fabularna. Duża część błędów widocznych w polskich produkcjach historycznych bierze się zapewne z pobieżnej znajomości epoki, w której osadza się akcję danej produkcji. Owszem, zazwyczaj producenci korzystają z usług tzw. konsultantów, często wykładowców akademickich, lecz ich opinia ma charakter jedynie pomocniczy, a decydujący głos mają zawsze reżyser i scenarzysta.

Trochę trudniej sprawa ma się jeśli chodzi o aktorów i kwestie wizualne. Wszystko to sprowadza się do jednego – pieniędzy. Im lepsi (i drożsi) aktorzy tym, zazwyczaj, lepszy efekt końcowy, podobnie sprawa ma się jeśli chodzi o scenografię, kostiumy czy efekty specjalne. Nie ulega wątpliwości, że współcześnie stworzenie dobrego filmu/serialu historycznego wymaga znacznych nakładów. W przypadku polskich produkcji bardzo obrazowy jest fakt, że budżet na odcinek Korony królów wynosi ok. 200 tys. złotych, czyli sumę znacznie niższą od przeciętnej produkcji zachodniej. Oczywiście trudno oczekiwać, aby w najbliższym czasie jakakolwiek polski film czy serial osiągnął budżet na poziomie zachodnich blockbusterów, w głównej mierze z braku hojnych mecenasów poza instytucjami państwowymi i spółkami Skarbu Państwa, czego dobrym przykładem jest Wołyń, który miał problem z domknięciem budżetu, a chodziło przecież o śmieszną jak na standardy współczesnej kinematografii sumę 2,5 mln zł. W moim mniemaniu ograniczenia finansowe powinny wymóc tworzenie dzieł mniejszych, nie mówiących, tak jak Korona królów, o wielkiej historii. Dobrym przykładem takiej małej produkcji jest ubiegłoroczna Śmierć Ludwika XIV, która dobrze oddała ducha Wersalu z początku XVIII wieku  i ostatnie dni Króla-Słońce nie traktując o problemach politycznych tego okresu.

Innym wyjściem może być zaangażowanie czynników zagranicznych, co byłoby szczególnie mile widziane w kontekście promocji polskiej historii poza granicami naszego kraju, bowiem jakie szanse ma produkcja z polskojęzycznymi dialogami i nierozpoznawalnymi na świecie aktorami? Ostatnio wiele mówi się o tworzonym przez Netflixa serialowym Wiedźminie – dlaczego nie może być inaczej w przypadku produkcji historycznych? Swego czasu przy okazji tworzenia koncepcji filmu o bitwie pod Wiedniem pojawił się pomysł, aby w roli Jana III Sobieskiego obsadzić znanego amerykańskiego aktora Mela Gibsona, co wywołało oburzenie wśród części opinii publicznej. Koncepcję zarzucono, a film, który powstał, okazał się całkowitą porażką. Jeśli chcemy, aby ludzie na całym świecie poznali chociaż ułamek naszej narodowej historii, a Polacy dostali wysokobudżetowy film czy serial o dziejach swojego kraju musi on siłą rzeczy powstać na Zachodzie.

Na zakończenie niniejszego felietonu życzę Państwu i sobie, abyśmy doczekali się jak najwięcej dobrych produkcji o polskiej historii, a jak najmniej kolejnych duchowych klonów Koron królów czy Belle epoque.

Dawid Gralik

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.